Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza – recenzja „Wiedźmina”

Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza – recenzja „Wiedźmina”

Serial „Wiedźmin” od Netflixa będący adaptacją książek Andrzeja Sapkowskiego stanowi pewien fenomen. Wyczekiwana produkcja została z jednej strony mocno skrytykowana za niedociągnięcia, a z drugiej okazała się najpopularniejszym serialem grudnia. Jak to możliwe?

Chociaż faktycznie nie wszystko w historii o Geralcie się udało, to jednak serial ma sporo plusów. „Wiedźmina” najłatwiej jest ocenić dzieląc elementy na te, które wypadły dobrze i na te, które zawiodły. Te udane sprawiają, że produkcję pochłania się z przyjemnością i aż czeka się na ciąg dalszy.

W tekście znajdują się spoilery do pierwszego sezonu serialu „Wiedźmin”.

„Wiedźmin” – to się udało

Obsada i gra aktorska

Zapewne jak wielu innych fanów książek o Geralcie z Rivii, bardzo obawiałam się doboru aktorów do najważniejszych ról. Pierwsze zdjęcia Henry’ego Cavilla wcielającego się w wiedźmina nie napawały optymizmem. A jednak warto było zaczekać z oceną – w serialu większość obsady wypadła świetnie.

Wiedźmin Geralt - Netflix

Cavill już po pierwszy odcinku stał się w mojej wyobraźni prawdziwym Geraltem – mrukliwym, ironicznym, nieidealnym, a jednak troszczącym się o innych mutantem. Nie gorzej wystąpiła również Anya Chalotra w roli Yennefer, Freya Allan jako Ciri oraz Joey Batey jako Jaskier. I chociaż zupełnie nie tak sobie wyobrażałam tego ostatniego, uważam że taka interpretacja postaci barda była naprawdę świetnym posunięciem. 

Do reszty obsady też nie mam zastrzeżeń, nie licząc nieszczęsnej Triss, o której jednak napiszę w minusach serialu.

Relacja Geralta i Jaskra

Sceny w których widzimy Geralta i Jaska razem są chyba jednymi z najlepszych w tej produkcji. Chemia między aktorami jest mocno odczuwalna – po prostu świetnie się ze sobą zgrywają, przywodząc jednocześnie na myśl Shreka i Osła. I chociaż relacja tych postaci jest daleka od książkowego pierwowzoru, to jednak świetnie wpisała się w klimat serialu.

Choreografia walk

Niesamowicie patrzy się na to, jak Henry Cavill zachowuje się w trakcie potyczek. Walka z Renfri i jej bandą w pierwszym odcinku wprawia w osłupienie. Geralt jak na wiedźmina przystało właściwie tańczy z mieczem w ręku. Wiedząc, że faktycznie większość tych scen Cavill odegrał osobiście, w dodatku świetnie wiedząc co robi i biorąc aktywny udział w reżyserowaniu walk (a nawet w projektowaniu oręża), tym lepiej się go ogląda.

Trzy równolegle poprowadzone wątki

Wiem, że jednym z głównym punktów spornych wśród widzów „Wiedźmina” jest poprowadzenie równolegle trzech wątków dziejących się w różnym czasie. Ja jednak uważam to za świetnie rozwiązanie, dobrze łączące historie trzech najważniejszych postaci serialu. Szczególnie spodobały mi się subtelne, ale bardzo konkretne sugestie co do relacji pomiędzy wątkami. Lubię, kiedy seriale wymagają od nas uwagi i myślenia.

Rozbudowanie wątku Yennefer

Wiedźmin Yennefer Netflix

Uwielbiam w adaptacjach to, jakie możliwości dają twórcom. Z jednej strony dają podwaliny pod historię, ale z drugiej swobodę w dopowiedzeniu pewnych spraw, których zabrakło w pierwowzorze. Tak właśnie stało się w przypadku historii młodej Yennefer. Przeszłość czarodziejki w opowiadaniach i sadze została tylko zasugerowana, a Lauren S. Hissrich pokazała nam jej rozwinięcie według własnej wizji. I mi ta wizja się szalenie podoba.

Dobrze jest zobaczyć co ukształtowało ambitną Yen, jak radziła sobie w Aretuzie i jaka była jej relacja z Istreddem. Cieszę się, że showrunnerka postanowiła rozwinąć ten wątek.

Muzyka

Odkąd tylko soundtrack z „Wiedźmina” pojawił się na Spotify nie mogę przestać go słuchać. Uważnemu słuchaczowi nie umkną pewnie podobieństwa do świetnej muzyki z gier o Geralcie. Nie zabrakło w nim jednak autorskich pomysłów Sonyi Belousovej i Giony Ostinelli, dzięki czemu utwory z serialu stają się niezapomniane. Przy każdym odtwarzaniu mam ciarki na plecach w trakcie niektórych utworów.

Muszę też przyznać, że ostatecznie doceniłam również najpopularniejszą balladę Jaskra – „Toss A Coin To Your Witcher” – która przed obejrzeniem serialu wydawała mi się zupełnie oderwaną od klimatu, popową pioseneczką. Jej osadzenie w historii i dalsze wykorzystanie sprawiły, że to pozorne oderwanie od charakteru opowieści nabrało sensu. Przyznaję też dodatkowe punkty za wplecenie do tekstu „elf on the shelf”!

Przyjemność z oglądania

Nie wiem tak do końca z czego to wynika, bo wyraźnie zauważam wady serialu, o których przeczytacie niżej, a jednak świetnie się bawiłam w trakcie seansu i chcę więcej! „Wiedźmin” od Netflixa ma w sobie coś, prawdopodobnie po prostu połączenie tych wszystkich powyższych zalet, dzięki czemu dobrze się go ogląda. Cieszę się, że byłam w stanie odciąć się od pewnych swoich oczekiwań i po prostu czuć przyjemność z chłonięcia tej historii.

„Wiedźmin” – to wyszło źle

Spłycenie niektórych wątków

Chociaż poprowadzenie równolegle trzech wątków uważam za dobre posunięcie, to jednak miało swoje konsekwencje – niektóre historie z racji ograniczonego czasu musiały zostać przycięte. A takie wyszczuplanie zamkniętych całości zwykle wiąże się z ich spłyceniem. Tym sposobem ucierpiała historia Renfri, Diaboł w Dolinie Kwiatów oraz polowanie na Smoka. A szkoda, bo te opowieści mogły mieć znacznie mocniejsze przesłanie, gdyby tak ich nie okrojono.

Uproszczenie relacji Geralta i Ciri

Chyba ze wszystkich serialowych zmian najbardziej boli mnie uproszczenie relacji Geralta i Ciri, poprzez pominięcie ich wcześniejszych spotkań. Gdyby nie zrezygnowano z wizyty Geralta w Brokilonie, problemu właściwie by nie było. A tak w finale sezonu dostajemy emocjonujące spotkanie dwojga… zupełnie obcych sobie osób. I przebolałabym to nawet, gdyby chociaż showrunnerka pociągnęła zmiany dalej i spotkanie nastąpiłoby w chatce, a Geralt i Ciri zostali sobie przedstawieni. Hej, przecież właśnie siebie szukali i znali swoje imiona! Ale wmawianie im przez cały serial, że są sobie przeznaczeni i nagle magiczne odnalezienie się w środku lasu zupełnie do mnie nie trafia.

Triss Merigold

Wiedźmin Triss Netflix

Największa porażka serialu w kwestii obsady i gry aktorskiej – Triss Merigold. Bynajmniej nie mam zamiaru atakować samej aktorki, bo nie widziałam jej w niczym innym (nie licząc „Harry’ego Pottera”, ale w ogóle jej tam nie pamiętam) i nie znam jej możliwości, ale jako rudowłosa czarodziejka jest kompletnie nijaka. Ani z charakteru, ani z wyglądu nie pasuje za bardzo na czarodziejkę, bo przecież one zwykle były wyjątkowo piękne (nie, niczego jej nie brakuje, po prostu nie tak wyobrażam sobie kobietę, która magicznie podkręca swój wygląd), ambitne i zawsze skupione na realizacji własnych planów. A Triss w serialu Netflixa po prostu istnieje i jest miła.

Efekty specjalne i scenografia

Oglądając „Wiedźmina” od początku do końca widać, że budżet serialu raczej nie był zbyt wysoki i strona wizualna nie była priorytetem. Nie ma się czym zachwycać w przypadku wizerunku potworów, chociaż wypadły odrobinę lepiej niż w polskiej produkcji. Niewiele dobrego można też powiedzieć o scenografii – większość lokacji wydaje się pusta i niezbyt dopracowana.

Brokilon

Wiedźmin Brokilon Netflix

Chociaż braki budżetowe serialu widać w różnych okolicznościach, to właśnie przedstawienie Brokilonu najbardziej mnie zawiodło. I nie chodzi nawet tylko o efekty specjalnej. Pradawna puszcza zamieszkana przez driady jest zupełnie bez wyrazu. Ani nie wygląda specjalnie tajemniczo czy nieprzystępnie, ani nie zachwyca swoim pięknem. Nie pomaga również fakt, że driady właściwie nic tam nie robią. W każdej scenie tylko stoją i patrzą lub siedzą i patrzą. Jak one tam żyły? Czym się zajmowały? Niczego takiego nie zobaczyliśmy w serialu i wątpię, żeby to się zmieniło w kolejnych sezonach.

Wiwerna zamiast smoka

Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych osób to może być czepianie się, ale bardzo zawiodłam się na smoku. Nawet nie dlatego, że nie jest specjalnie piękny, ale bardziej przez to, że nie jest smokiem. Wiem, że podział jest właściwie umowny, ale sam Andrzej Sapkowski w „Kompendium wiedzy o literaturze fantasy” dokonał podziału latających gadów na smoki i wiwerny, dlatego dziwi mnie, że w serialu nie wzięto tego pod uwagę.  


A co Wy uważacie za największe wady i zalety serialu „Wiedźmin” od Netfliksa? Podzielcie się swoimi przemyśleniami!

Podobało się? Podziel się!

1 komentarz do wpisu “Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza – recenzja „Wiedźmina””

Dodaj komentarz