Święta z Doktorem – świąteczne odcinki „Doctor Who”

Święta Bożego Narodzenia to wyjątkowy czas dla wszystkich whowian. New Who od początku emisji przyzwyczaiło nas do wyjątkowych, świątecznych odcinków, pojawiających się pomiędzy seriami (z wyjątkiem The Snowman, który pojawił się w trakcie serii siódmej). Co jest w nich takiego magicznego, że fani Doktora czekają na nie z niecierpliwością? Czytajcie dalej, żeby poznać mój punkt widzenia.

Pierwsze święta

Pierwszy świąteczny odcinek, którym uraczył nas Russell T. Davies, nie był najlepszym, ale zapadł w pamięć z racji debiutu Davida Tennanta jako Doktora oraz wyjaśnienia widzom, na czym polega regeneracja. Mordercze choinki, ożywcza herbata i odrastająca ręka – oto co kojarzyło się ze świętami w Londynie pod koniec roku 2005.

Odcinek świąteczny Doctor Who 2005 David Tennant

Absurd towarzyszył nam przez kolejne lata wielokrotnie. W The Runaway Bride, kiedy poznaliśmy Donnę, w The Doctor, the Widow and the Wardrobe, opowiadającym o drewnianych kosmitach, czy też w The Return of Doctor Mysterio – typowej historii o superbohaterze. Twórcy serialu przyzwyczaili nas, że święta to czas szalonych przygód.

Świąteczne odcinki to także częste powroty do miejsca bardzo ważnego dla Doktora – Londynu. Widać w tym pewien sentyment, zarówno postaci, jak i scenarzystów. Nawet bohaterowie drugoplanowi zauważali, że spędzanie Bożego Narodzenia w stolicy Anglii może się wiązać z niezapomnianymi przeżyciami – jeśli gdzieś ma nastąpić inwazja kosmitów, to zapewne tam.

A skoro jest sentyment, są też emocje. Te powroty, powielanie pewnych schematów i ckliwe historie, to mocny zastrzyk uczuć i wprowadzenie w świąteczną atmosferę. Być może nie zawsze jest ona radosna, ale zwykle niesie nadzieję. Zapowiedź lepszego jutra, która tak często pojawia się w Doctor Who. Nawet jeśli Doktor straci wiele, zawsze jest kontynuacja – przyszłość, w której czeka coś dobrego. 

Doctor Who odcinek świąteczny
1212

Świąteczne odcinki pokazywały nam również momenty przejściowe w życiu Doktora. Chwile trudne i poruszające dla widzów. W The Runaway Bride scenarzyści ukazali nam mroczną stronę Dziesiątego. Epizod The End of Time zafundował nam najtrudniejsze rozstanie – odejście Tennanta na rzecz Matta Smitha. Wcale nie łatwiejsza do oglądania okazała się ostatnia wspólna noc Doktora i River w The Husbands of River Song. A w Twice Upon a Time Dwunasty (Peter Capaldi) nie tylko spotkał swoje pierwsze wcielenie, lecz także zregenerował po raz pierwszy w kobietę.

Ostatnie święta

No dobrze. Absurd, sentyment i momenty kryzysowe – co w tym nadzwyczajnego? Dlaczego czekamy na świąteczne odcinki z niecierpliwością? Nie odpowiem za wszystkich, ale mogę odpowiedzieć za siebie.

Większość historii w Doctor Who dostarcza nam nietypowego humoru i nagromadzenia emocji. Natomiast epizody emitowane w Boże Narodzenie są pewnym wstępem do tego, co nastąpi dalej. W oczekiwaniu pomiędzy seriami dostajemy wycinek z życia Doktora, podsumowujący jego dotychczasowe przeżycia – często w wydaniu solo, bez stałych towarzyszy. To idealny czas na poukładanie sobie w głowie wydarzeń z poprzedniej serii i przygotowanie się do nadejścia następnej. Z tego powodu są potrzebne i wyczekiwane.

Cytując Klarę w Last Christmas – każde święta są jednocześnie ostatnimi świętami. Każdy świąteczny odcinek zamyka pewien etap i może być tym ostatnim, będąc jednocześnie zapowiedzią czegoś nowego. Tak też się okazało w erze Trzynastej Doktor – od 2019 roku zamiast świątecznych odcinków, emitowane są odcinki noworoczne. To jednak temat na osobny tekst.

A Wy za co najbardziej lubicie świąteczne odcinki Doctor Who?


Tekst pierwotnie powstał dla tymczasowo nieaktywnego portalu serialomaniak.pl w 2017 roku. Zaktualizowałam go, żeby uwzględniał nowsze odcinki.

Podobało się? Podziel się!

Dodaj komentarz