Omnimalnie o serialach #1

Omnimalnie o serialach #1

Omnimalnie o serialach to cykl minirecenzji produkcji, o których z różnych względów nie zdecydowałam się napisać pełnego tekstu. W tej serii będę polecać i odradzać seriale, krótko uzasadniając swoje zdanie, skupiając się na najlepszych i najgorszych aspektach oraz wszystkim tym, co zapadło mi szczególnie w pamięć.

Na dobry początek trzy względne świeżynki dostępne na Netfliksie oraz jeden „staroć” polecany w wielu miejscach, co do którego mam mieszane odczucia. Zaczynam od produkcji, którą oceniam najlepiej, kończąc na tej, która najmniej mnie do siebie przekonała.


After Life

After Life, Netflix

Najnowsza produkcja Ricky’ego Gervaisa jest pełna sprzeczności. Czarna komedia o wdowcu układającym sobie życie po śmierci żony, nasycona została humorem sytuacyjnym a następnie wymieszana z dramatem. W rezultacie powstał smutny serial, który potrafi jednym odcinkiem rozbawić i doprowadzić do łez, a finał ma tak pozytywne przesłanie, że aż chce się żyć.

Na początku kwietnia pojawiła się oficjalna informacja o powstawaniu drugiej serii After Life i nie ukrywam, że trochę zbiła mnie z tropu i zasmuciła. Ta 6-odcinkowa produkcja była dla mnie idealnie skomponowaną całością i chociaż po jej pozytywnym odbiorze nie dziwię się, że Netflix zamówił drugą serię, nie uważam, żeby była ona potrzebna. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że Gervais wie co robi i ma pomysł na kontynuację, która nie będzie niewypałem.

Pierwszą serię polecam jednak wszystkim miłośnikom słodko-gorzkich historii łapiących za serce.


The Umbrella Academy

The Umbrella Academy, Netflix

Po namowach napływających z niemal każdej strony też zdecydowałam się na przyjrzenie The Umbrella Academy, chociaż seriale superbohaterskie nie należą do moich ulubionych. Przybrane rodzeństwo Hargreeves nie ma jednak wiele wspólnego z bohaterami i chociaż pojawia się wątek ratowania świata przed zagładą, to postacie niezbyt przykładają do niego wagę, mając na głowie własne problemy. Przełamywanie superbohaterskich schematów bardzo mi się spodobało w The Umbrella Academy, chociaż całościowo serial jest mocno przewidywalny.

Na moją pozytywną ocenę tej komiksowej adaptacji wpłynęła przede wszystkim jego realizacja – zarówno wizualna, jak i muzyczna. Serial cieszy oko komiksowymi, kolorowymi kadrami i zachwyca doborem utworów. Klimat produkcji przywodził mi momentami na myśl Holistyczną agencję detektywistyczną Dirka Gently’ego, chociaż poziom absurdu nie był aż tak wysoki.

Serial wypada też bardzo dobrze pod względem bohaterów – tak na papierze, jak i aktorsko. Postacie są różnorodne i dające się lubić, a do tego świetnie zagrane. Szczególnie Klaus (Robert Sheehan), Numer Pięć (Aidan Gallagher) i Vanya (Ellen Page).

Jeśli lubicie dobrze zrealizowane, komiksowe klimaty, to The Umbrella Acadamy ma szansę do was trafić.


You

You, Ty, Netflix

Serial o menadżerze księgarni zakochującym się w początkującej poetce i popadającym w coraz większą obsesję na jej punkcie poleciła mi siostra. Początkowo faktycznie bawiłam się przy You dobrze (co jest pewnym problemem, ale o tym za moment), później zaczęło robić się dziwnie, a po finale nadal mam pewien mętlik w głowie i nie do końca wiem, co sądzić.

Dramat o obsesyjnym prześladowcy gotowym zrobić wszystko, żeby tylko jego związek przetrwał, rozpoczął od bardzo lekkiej formuły w pierwszych trzech odcinkach. Na początku można wręcz uznać, że to bardziej komedia romantyczna niż mroczna historia. Joe wydaje się uroczy i potrafi rozbawić widza swoim zachowaniem i przemyśleniami. Ta wizja się zmienia, kiedy bohater podejmuje coraz bardziej drastyczne kroki dla swojego związku z Beck. Wtedy zaczynamy dostrzegać mroczną stronę serialu i głównego bohatera. Od tego momentu zaczęły mnie również irytować fabularne niedopatrzenia, które zaczęły się piętrzyć.

Pod koniec serii natomiast zatarło się gdzieś przesłanie i chociaż serial miał odczarować wizerunek romantycznego stalkera, nie do końca mu się to udało. Z tego powodu, chociaż podczas seansu bawiłam się nieźle (a chyba nie powinnam się dobrze bawić podczas oglądania produkcji o prześladowcy), You mnie zawiodło i chyba nie chcę oglądać drugiego sezonu. Świetny tekst na ten temat napisała Agata z Bałaganu Kontrolowanego, więc nie będę po niej powtarzać.

Serial można obejrzeć, ale raczej bez nastawiania się na nic nadzwyczajnego. Ot produkcja z mnóstwem literackich nawiązań, nad którą jednak lepiej się zbytnio nie zastanawiać.


Top of the Lake

Top of the Lake, Tajemnice Laketop, BBC

Na koniec zostawiłam sobie wspomniany „staroć”, czyli serial, którego emisja zakończyła się dwa lata temu – Top of the Lake. Produkcja jest często polecana jako niedoceniany serial kryminalny, więc kiedy zauważyłam, że wkrótce zniknie z Netfliksa, postanowiłam dłużej nie zwlekać z jej obejrzeniem.

Do pierwszego odcinka zasiadłam nastawiona bardzo pozytywnie, a ciężki klimat śledztwa w sprawie zaginięcia ciężarnej 12-latki wcale mnie nie odstraszył. Po pierwszym odcinku entuzjazm nieco przygasł, ale odpaliłam kolejny epizod. I kolejny… I mam wrażenie, jakbym oglądała serial niepełny. Z każdym odcinkiem coraz mocniej odrywałam się od historii, jak gdyby połowa ważnych wydarzeń rozgrywała się poza ekranem. Wyglądało to trochę tak, jakby ktoś nakręcił dwugodzinny epizod, po czym uznał go za zbyt długi i wyciął połowę, licząc na to, że nadal będzie to miało sens. A to niestety nie wypaliło.

Chociaż intryga jest ciekawa, aktorstwo świetne (główna rola Elisabeth Moss została kilkukrotnie nagrodzona), a zdjęcia przyciągają oko, to jednak fabularnie czegoś mi tu zabrakło. Czegoś, co zebrałoby serial w spójną całość, zamiast zlepku z grubsza powiązanych ze sobą scen.  

Mimo wszystko myślę, że Top of the Lake można dać szansę, jednak z góry nastawiając się na oszczędną narrację opartą na domysłach.


Już szykuję dla was kolejną odsłonę cyklu, podobnie jak dzisiaj polecając kilka względnych nowości i wracając do nieco starszych produkcji. A w międzyczasie wyczekujcie dwóch tekstów, w których będę gorąco polecać ostatnio obejrzane seriale, które zachwyciły mnie niemal wszystkim.

Ciekawi mnie też czy widzieliście któreś z wspomnianych przeze mnie produkcji? Jak wam się podobały?

Podobało się? Podziel się!

2 komentarze do wpisu „Omnimalnie o serialach #1”

  1. Świetny pomysł na cykl – tym bardziej, że nie raz trzeba wybrać, czy seriale oglądać czy recenzować ^^” *patrzy na swoją listę zaległych recenzji z lekkim przerażeniem*

    Już się podekscytowałam Top of the Lake, bo uwielbiam seriale kryminalne, ale szybko ostudziłaś mój zapał. Choć, jeżeli czas pozwoli i jeszcze będzie na Netflixie, to z pewnością rzucę okiem.

    Bardzo mnie ucieszyło, że spodobała Ci się The Umbrella Academy, bo uwielbiam ten serial 😀

    Ps. Bardzo dziękuję za polecenie mojego wpisu! <3

    • Moja też robiła się niebezpiecznie długa, dlatego zdecydowałam się na taki cykl. 😉 Nie będzie mnie sumienie męczyć, że o czymś nie napisałam, a przynajmniej uniknę pisania większości tekstów o serialach. 😀

      Top of the Lake póki co zniknęło z Netflixa, ale wydaje mi się, że miało się pojawić dla odmiany na HBO GO.

Dodaj komentarz