Omnimalnie o grach #1

Omnimalnie o grach #1

Omnimalnie o grach to seria analogiczna do Omnimalnie o serialach, w której będę krótko opowiadać o grach wideo, które zrobiły na mnie wrażenie (dobre lub złe). Przeczytacie w niej minirecenzje produkcji, które chcę Wam polecić lub odradzić, a jednocześnie nie czuję potrzeby pisania o nich pełnego tekstu.

Na pierwszy ogień idzie mieszanka tytułów science fiction. Jedna z moich ulubionych gier, którą już Wam polecałam; niepozbawione wad, ale dobre RPG; głośna produkcja Hideo Kojimy oraz krótka produkcja skupiona na rozwikłaniu tajemnicy.


Detroit: Become Human

Detroit: Become Human – Kara, Marcus, Connor (Android sent by Cyberlife)

Detroit: Become Human wspominałam Wam na fanpage’u. To interaktywna opowieść o androidach zyskujących świadomość i wolną wolę. Co prawda, jeśli jesteście fanami science fiction na pewno znajdziecie w niej mnóstwo znajomych motywów. Nie zmienia to jednak faktu, że jest rewelacyjne zrealizowana i mocno chwyta za serducho.

Kierując trójką z pozoru niezwiązanych ze sobą postaci decydujemy o ich dalszym losie, który może się potoczyć bardzo dobrze lub bardzo źle. Jednocześnie szybko przekonujemy się, że decydujemy o przyszłości nie tylko kilku postaci, lecz całej społeczności androidów. Każdy bohater jest wyjątkowy, ale bardzo realny i ludzki, co ułatwia immersję i wczucie się w losy protagonistów.

Nie tylko historia robi wrażenie, ale też przepiękna, dopracowana oprawa graficzna oraz rewelacyjna muzyka. To naprawdę wyjątkowa produkcja, którą moim zdaniem każdy gracz powinien poznać.


The Outer Worlds

The Outer Worlds – Halcyon / Arkadia

The Outer Worlds to pierwszoosobowa gra RPG opracowana przez Obsidian Entertainment (twórcy Fallout: New Vegas czy Pillars of Eternity). Akcja dzieje się w dalekiej przyszłości ludzkości, w kolonii Arkadia (ang. Halcyon), gdzie przed laty wysłano dwa statki kolonizacyjne. Jeden z nich zaginął na wiele lat, a gracz wciela się w pierwszego wybudzonego kolonistę z zaginionej Nadziei.

Retrofuturystyczny klimat produkcji przywołuje na myśl połączenie FalloutaBorderlands. Ta mroczno-prześmiewcza mieszanka początkowo trochę mnie odstraszała, im jednak dalej w fabule, tym bardziej rozumiałam, jak te absurd był potrzebny, żeby produkcja nie okazała się zbyt przygnębiająca.

Ogromnym plusem The Outer Worlds są towarzysze, a w szczególności towarzyszki. Silne, niestereotypowe, interesujące, aż przyjemnie poznawać ich historie i losy. Nie zabrakło również zgrabnie poprowadzonego wątku romansu nieheteronormatywnego.

Gameplay jest przeciętny, szczególnie mechanika walki jest dosyć toporna. Również wbudowanie możliwości skradania się bez faktycznego rozwinięcia tej opcji i umożliwienia przejścia gry w pełni „na cicho” mnie rozczarowało. Ostatecznie jednak ogrom możliwości zaliczenia poszczególnych misji daje sporo satysfakcji.

Nie jest to może perełka w swoim gatunku, ale nie żałuję czasu poświęconego na tę grę.


Observation

Observation – SAM i dr Emma Fisher

Po Observation sięgnęłam, kiedy tylko pojawiło się w Xbox Game Passie, do którego akurat miałam dostęp. To króciutka, nietypowa gra przygodowa, w której wcielamy się w SAMa – sztuczną inteligencję obsługującą stację kosmiczną orbitującą wokół Ziemi. W przeciwieństwie do większości podobnych produkcji nie kierujemy głównym bohaterem, lecz stajemy się zaledwie pomocnikiem kluczowej postaci (dr Emmy Fisher).

Chociaż mechanicznie produkcja jest bardzo prosta i w sterowaniu SAMem nie znajdziecie niczego skomplikowanego, to jednak gra nie należy do najłatwiejszych. Observation nigdy nie prowadzi gracza za rączkę, bazując raczej na jego spostrzegawczości i bystrości. Niejednokrotnie do rozwiązania problemu niezbędne jest skorzystanie z metody prób i błędów, żeby poznać zasady konkretnej minigry. Niewielkich łamigłówek znajdziecie w tej grze sporo, na nich bowiem opiera się sterowanie stacją kosmiczną.

Observation zachwyciło mnie realizacyjne, zarówno realistyczną grafiką oraz ciekawym, retrofuturystycznym designem interfejsów, jak i świetnym udźwiękowieniem. Niepokojącemu klimatowi i intrygującej, chociaż miejscami przewidywalnej fabule też niewiele mogę zarzucić, chociaż po zakończeniu odczuwam pewien niedosyt. To bardzo solidna propozycja dla fanów science fiction na jeden klimatyczny wieczór. Bardzo mocno polecam.


Death Stranding

Death Stranding – Sam Porter Bridges (Norman Reedus)

W jedną z najgłośniejszych gier zeszłego roku – Death Stranding – miałam okazję niedawno zagrać na PS4, a wkrótce planuję kolejne podejście na PC. Nie oznacza to jednak wcale, że nowa produkcja Hideo Kojimy pozbawiona jest wad. Symulator kuriera osadzony w nietypowym postapokaliptycznym świecie jest grą niesamowicie specyficzną i nie jestem w stanie polecić go z czystym sumieniem wszystkim moim czytelnikom. A jednak uważam Death Stranding za jedną z najważniejszych gier w jakie kiedykolwiek grałam.

Do rzeczy jednak, chociaż nie będę zdradzać Wam fabuły, poza lakonicznym zarysem. W grze wcielacie się w Sama (Norman Reedus), który na zlecenie organizacji Bridges wybiera się w podróż po dawnych Stanach Zjednoczonych, żeby połączyć wszystkie większe ośrodki czymś w stylu bardziej wypasionego Internetu. W swojej najnowszej produkcji Kojima ma to do siebie, że przez większość rozgrywki bardzo skąpi nam informacji, po to, żeby zakończyć z przytupem, zrzucając graczowi na głowę emocjonalną atomówkę.

Wolne, a jednocześnie nierówne tempo rozgrywki w połączeniu z powtarzalną mechaniką noszenia paczek z pewnością wiele osób znudzi. Dla mnie jednak wytyczanie trasy, pokonywanie trudności i podziwianie zjawiskowych lokacji okazało się bardzo relaksujące. Oryginalny multiplayera oparty nie na wspólnym graniu, lecz dzieleniu się ułatwieniami podróży (typu mosty, drabiny itp.). To wyzwala w graczu poczucie wspólnoty z innymi pomimo samotnych podróży. Wciągnęła mnie historia, zachwyciła wizja świada, a do tego bardzo zżyłam się z protagonistą. I chociaż zauważam wiele wad tej produkcji w wielu jej aspektach, myślę, że każdy poszerzający swoje horyzonty gracz powinien chociaż spróbować swoich sił w Death Stranding.

Dodatkowo dawno w żadnej grze nie widziałam tak niesamowitych, niemalże fotorealistycznych scenerii. Całym sercem zakochałam się w muzyce, której od pół roku bardzo regularnie słucham. Zakończenie, nawet oglądane po raz enty w gameplayach na Youtube, wciąż doprowadza mnie do łez. Nie gwarantuję, że ta produkcja spodoba Wam się tak mocno jak mi, ale z pewnością warto się z nią skonfrontować i przekonać na własnej skórze.


Kolejną Omnimalną serię postanowiłam zacząć od mocno polecanych produkcji, nie wykluczam jednak, że czasem zdarzy mi się Wam coś odradzić. Dajcie znać czy pasuje Wam taka formuła i czy chcielibyście czytać też takie minirecenzje książek – ostatnio lektury pochłaniam w rekordowym jak na mnie tempie i jest ich za dużo, żebym pisała o każdej z osobna.

Podobało się? Podziel się!

Dodaj komentarz