Minimalizm kulturowy – czym jest dla mnie?

Szukając nazwy dla bloga, długo zastanawiałam się o czym i jak pisać. Od początku czułam, że kultura, szczególnie ta popularna, będzie świetnym punktem wyjścia. Jednak podświadomie wiedziałam, że to nie wszystko. Przecież jestem świadomym konsumentem, nie rzucam się na wszystko co nowe i aktualnie modne, ale zamiast tego szukam, co dla mnie odpowiednie i wartościowe.

Nie zamierzam pisać recenzji wszystkich nowinek i premier, bo nie o to mi chodzi. Zamierzam natomiast pisać o tym, co mnie w danym momencie poruszy, nawet jeśli nie będzie aktualnie na topie. Z tych moich rozważań wyłoniło się słowo: minimalizm. A konkretnie: minimalizm kulturowy.

Minimalizm jako sposób myślenia

Niech was jednak nie zwiedzie hasło z nagłówka – nie traktuję minimalizmu jako ascetycznego podejścia do życia i pozbywania się wszystkiego co materialne. Do takiego podejścia baaardzo mi daleko. Minimalizm to dla mnie skupianie się na tym, co ważne i przyjemne. To sztuka świadomego wyboru. Stąd właśnie minimalizm kulturowy, czyli obcowanie z kulturą w sposób przemyślany i przynoszący określone wartości.

Takie podejście doskonale określa czym się kieruję szukając książki, serialu czy gry. Nie potrzebuję wszystkiego co nowe, popularne i najlepsze w każdej kategorii. Czasem mam ochotę na coś relaksującego, niewymagającego zbytnio myślenia. Innym razem sięgnę po bestseller, o którym media trąbią na każdym kroku, bo akurat zainteresuje mnie swoją tematyką. Często szukam czegoś, co pobudzi mnie do myślenia i da temat do rozmów ze znajomymi. Nigdy jednak nie marnuję czasu na coś, co nie ma dla mnie żadnej wartości. Taką wartością może być czysta radość, chwilowy relaks albo pretekst do głębszych przemyśleń i dyskusji.

Minimalizm a posiadanie

Nie jestem minimalistką w kontekście posiadania, a przynajmniej jeszcze nie. Jednak od jakiegoś czasu wolę zapełniać regał książkami, które znam i lubię, takimi, do których planuję wracać, zamiast gromadzić sterty tytułów, które być może kiedyś przeczytam. Z tego powodu zrezygnowałam z regularnego recenzowania książek, chociaż to temat na osobny tekst.

Podobną zasadą kierowałam się do niedawna kupując gry w wersji pudełkowej – na półce lądowało tylko to, na czym mi zależało, co wzbudzało mój sentyment i do czego planowałam wracać. Aktualnie wzbogacam tylko swoje wirtualne półki. Chętnie korzystam też z cyfrowej dystrybucji seriali, filmów czy muzyki właśnie po to, żeby fizycznie nie otaczać się nadmiarem, ale mieć dostęp do wszystkiego, co w którymś momencie mogę uznać za potrzebne i wartościowe.

Minimalizm w podejściu do kultury

Do minimalizmu kulturowego w takim rozumieniu ciągle dążę. Uczę się rezygnować z tego, co nie jest dla mnie ważne, , a gromadzić tylko to, co mnie interesuje i sprawia mi radość. Uczę się porzucać serial w połowie, jeśli przebrnięcie przez kolejny odcinek staje się dla mnie męką. Uczę się rezygnować z książki lub filmu, jeśli w trakcie uznam, że nic mi nie daje. A przede wszystkim, uczę się nie mieć wyrzutów sumienia z powodu poświęcania czasu na wszystkie moje zainteresowania po trochu i nie skupiania się tylko na jednym z nich.

Właśnie takie podejście ma przyświecać mi w trakcie prowadzenia tego bloga. Będę łączyć wielość z minimalizmem tworząc Omnimalizm. Miłego czytania!


Jeśli macie podobne podejście lub wręcz przeciwnie – kompletnie się nie zgadzacie – na pewno znajdziemy mnóstwo tematów do dyskusji. A na nie jestem zawsze otwarta.

Podobało się? Podziel się!

2 komentarze do wpisu „Minimalizm kulturowy – czym jest dla mnie?”

  1. “Nie zamierzam pisać recenzji wszystkich nowinek i premier, bo nie o to mi w tym wszystkim chodzi. Zamierzam za to pisać o tym, co mnie w danym momencie poruszy, nawet jeśli będzie nie na topie.” – miałam te same założenia 🙂
    I zgadzam się w 100% że dobrze jest skupiać się na tym, co jak mówi Marie Kondo, “sparks joy” czyli daje nam radość.

    Odpowiedz
    • Właśnie mi uświadomiłaś, że w tym wszystkim nie wspomniałam o Marie Kondo, a była jedną z inspiracji do takiego podejścia. 😀
      PS. Nie spodziewałam się, że będziesz wiedzieć kto to Marie Kondo.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz