Czy warto czytać książki Neila deGrasse Tysona?

Czy warto czytać książki Neila deGrasse Tysona?

Kosmos staje się ostatnio coraz popularniejszym tematem. Coraz łatwiej znaleźć książki czy programy telewizyjne o zawiłościach wszechświata skierowane do laików. Jednym z bardziej znanych popularyzatorów nauki, który w przystępny sposób mówi o wszechświecie i astrofizyce jest Neil deGrasse Tyson. Obiecałam napisać coś o jego Kosmicznych zachwytach, które ostatnio czytałam, ale potraktowałam temat nieco szerzej – czy warto poświęcić czas książkom Tysona?

Wyścig kosmiczny

Zacznijmy jednak nieco naokoło, zastanawiając się nad tym skąd ostatnio to, co związane z kosmosem stało się tak popularne. W poprzednim wieku zainteresowanie wszechświatem napędzane było wyścigiem kosmicznym pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a ZSRR. Po lądowaniu na Księżycu eksploracja przestrzeni pozaziemskiej przestała jednak aż tak interesować „szarego człowieka” (chociaż naukowcy wcale się nie poddawali). Aż do niedawna.

Start rakiety SpaceX

Zapewne obiła wam się o uszy nazwa SpaceX – firmy Elona Muska, wchodzącej w biznes kosmiczny z reużywalnymi rakietami. Wśród prywatnych firm w Stanach Zjednoczonych znajdziecie także Blue Origin, skupioną głównie na załogowym transporcie suborbitalnym i orbitalnym. NASA także nie spoczęła na laurach, przygotowując się do budowy stałej bazy na księżycu oraz (w dalszej przyszłości) do kolonizacji Marsa. W tyle nie został również chiński program kosmiczny, który 3 stycznia 2019 roku przeprowadził udane lądowanie po niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca. W ich dalszych planach również głównym celem jest Mars. A to tylko kilka przykładów.

Widzicie więc, że w przemyśle kosmicznym znowu dużo się dzieje (a pominęłam całkowicie temat odkryć i np. pierwszego w historii zdjęcia czarnej dziury), a dzięki mediom możemy śledzić wiele z tych wydarzeń na żywo. W ten sposób znowu „zwykli ludzie” zaczynają interesować się mocniej tym, co pozaziemskie i znaczniej łatwiej niż kiedyś znaleźć przystępne i wiarygodne źródła wiedzy na ten temat. Tu z pomocą przychodzi między innymi Neil deGrasse Tyson.

Wiedza dla zabieganych

Neil deGrasse Tyson to amerykański astrofizyk i popularyzator nauki, który o kosmosie pisze dużo i prosto, a od niedawna jego książki pojawiają się także na polskich półkach. Bardzo głośno było o Astrofizyce dla zabieganych, wydanej pod koniec 2017 roku, a w listopadzie 2018 roku wydawnictwo Insignis przedstawiło nam Kosmiczne zachwyty. I na tych dwóch tytułach (nareszcie przechodząc do sedna), zamierzam się skupić.

Jako osoba oglądająca większość startów rakiet SpaceX, ekscytująca się zdjęciem czarnej dziury i dyskutująca z mężem o tym, czy jesteśmy gotowi na spotkanie kosmitów (oraz czy to w ogóle możliwe) nie mogłam odpuścić okazji szybkiego i przyjemnego poszerzenia wiedzy na temat wszechświata. Astrofizyka dla zabieganych, skierowana do osób, które nie mają czasu na długie kontemplowanie kosmosu, miała być do tego celu idealna.

Astrofizyka dla zabieganych, Neil deGrasse Tyson

Faktycznie książka okazała się być napisana bardzo przystępnym językiem, na wiele sposobów wyjaśniając te same informacje, żeby stały się bardziej zrozumiałe. Oczywiście idealnie jest posiadać podstawy wiedzy fizycznej przydatne do ogarnięcia poruszanych kwestii, ale autor wystarczające dobrze operuje analogiami i metaforami, żeby nawet laikowi przedstawić pewne zawiłości kosmosu. Jeśli jednak barwne opisy nie są dla was wystarczające, zawsze warto sięgnąć po dodatkowe źródła, żeby nieco uzupełnić widzę (znajdziecie je w bibliografii na końcu książki).

Astrofizyka (nie) dla każdego

Do Astrofizyki dla zabieganych miałam tak naprawdę tylko dwa zastrzeżenia. Po pierwsze, osobiście nie przepadam za poczuciem humoru pana Tysona (niżej podaję przykład), ale to oczywiście kwestia bardzo indywidualna. Drugim problemem dla mnie była chaotyczność książki. Kwestie w niej poruszane wydawały mi się ułożone w niemal losowej kolejności, tylko czasem wiążąc się logicznie ze sobą. Skakanie po tematach trochę utrudniało czytanie.


„Inni nieustępliwi sceptycy mogą obstawiać, że „uwierzą, kiedy zobaczą” – co jest podejściem, które sprawdza się w wielu dziedzinach życia, włączywszy w to budowę maszyn, wędkarstwo, czy nawet randkowanie.”

Astrofizyka dla zabieganych, Neil deGrasse Tyson

Po lekturze miałam okazję skonfrontować jeszcze swoje wrażenia z opinią męża, który podstawy fizyczne ma dosyć solidne i niejednokrotnie tematy poruszane w Astrofizyce przy różnych okazjach mi tłumaczył. Dzięki temu wiem, że jeśli już posiadacie sporą wiedzę na ten temat, może rzucić wam się w oczy wielokrotne powtórzenie niektórych, dla was prostych, zagadnień. To jednak niekoniecznie musi być wada, jeśli chcecie po prostu uporządkować swoją wiedzę.

Kosmiczne zachwyty

Kosmiczne zachwyty znalazły się w mojej biblioteczce niedługo po tym, jak dowiedziałam się o ich wydaniu. Sięgnęłam po nie niemal od razu i… zachwyciłam się, chociaż czytając zaledwie po kilka stron wieczorami, lektura zajęła mi sporo czasu. Ta książka ma sporą przewagę nad Astrofizyką dla zabieganych – jest znacznie lepiej uporządkowana. Chociaż jest to tak naprawdę zbiór rozszerzonych i zaktualizowanych esejów Neila deGrasse Tysona, które wcześniej ukazywały się na łamach magazynu „Natural History” w latach 1995-2005.  

Stosunkowo krótkie, skupione na dosyć wąskich tematach rozdziały sprawiają, że Kosmiczne zachwyty można pochłaniać przy okazji, czytając po parę stron przed snem czy stojąc w kolejce, niczego w ten sposób nie tracąc. To trochę jak przyjmowanie pigułek z wiedzą w skoncentrowanej formie. Niejednokrotnie z zaskakującymi informacjami, np. o tym, ile o kosmosie możemy się dowiedzieć przy pomocy zwykłego kija.

Kosmiczne zachwyty, Neil deGrasse Tyson

Po lekturze Astrofizyki dla zabieganych część informacji w kolejnej książce Tysona się powtarza, jednak mam wrażenie, że tutaj są przedstawione jeszcze lepiej i z tego zbioru znacznie łatwiej było mi chłonąć tę wiedzę i poszerzać swoje kosmiczne horyzonty. Reszta wrażeń z lektury jest bardzo podobna, jak przy poprzednim tomie – humor nie trafi do każdego (mnie zupełnie nie odpowiada), ale mnogość metafor i odniesień sprawia, że łatwo zrozumieć zagadnienia, które jeszcze za czasów szkolnych mogły nam się wydawać niesamowicie skomplikowane.

Po co czytać o kosmosie?

Żeby odpowiedzieć na pytanie z tytułu czy w ogóle warto czytać książki Neila deGrasse Tysona, zacznę od tego co mi jego książki dały, na bardzo aktualnym przykładzie. 10 kwietnia 2019 roku okazał się dla nauki dniem historycznym w którym po raz pierwszy mieliśmy okazję zobaczyć nie wizualizację, lecz zdjęcie czarnej dziury w galaktyce M87. I gdyby nie wcześniejsze zainteresowanie tym tematem i lektura Astrofizyki oraz Kosmicznych zachwytów nie miałabym pojęcia, dlaczego to tak ważne wydarzenie. To dzięki tym książkom oglądając kolejne materiały na ten temat i dyskutując byłam w stanie pojąć w jaki sposób to zdjęcie zostało zrobione (i że nie jest zdjęciem w naszym tradycyjnym tego słowa znaczeniu). Dzięki wiedzy pozyskanej z tekstów Tysona nie zdziwiłam się wcale słysząc, że zdjęcie nie przedstawia tak naprawdę czarnej dziury aktualnie, lecz sprzed pewnego okresu czasu. Gdybym bazowała na wiedzy szkolnej, to wszystko byłoby dla mnie czarną magią.

„…patrząc na swoje dzieci po drugiej stronie stołu widzicie je nie takimi jakie są obecnie, ale jakimi były kiedyś, a dokładnie 3 nanosekundy wcześniej.”

Kosmiczne zachwyty, Neil deGrasse Tyson
Pierwsze zdjęcie czarnej dziury M87

Z tego prostego powodu, chociaż nie uważam Tysona za mistrza pióra, a jego książek za idealne (ani fajne), chętnie je polecam i pożyczam komu tylko mogę, bo rozpowszechnianie wiedzy w przystępny sposób uważam za niesamowicie ważne. Nawet jeśli Astrofizyka dla zabieganych jest chaotycznie napisana, a humor Kosmicznych zachwytów niskich lotów, to dla poszerzania horyzontów warto po oba te zbiory sięgnąć.

Jestem pewna, że po zapowiedziane Kosmiczne rozterki sięgnę z równie dużym entuzjazmem, a za Witamy we Wszechświecie. Podróż astrofizyczna napisanym przez Tysona we współpracy z dwoma innymi astrofizykami już się rozglądam i szykuję miejsce na półce.

Was tymczasem zachęcam do sięgnięcia w szczególności po Kosmiczne zachwyty, jeśli tylko ta tematyka was interesuje. Jestem pewna, że wyciągniecie z tej książki wiele przydanych informacji! A i Astrofizyka dla zabieganych wam wcale nie zaszkodzi.

Podobało się? Podziel się!

Dodaj komentarz