Nie czytam fajnych książek – a Ty?

Nie czytam fajnych książek – a Ty?

Wyobrażacie sobie wyjść z domu bez książki? Ja przez długi czas nie. Od końca szkoły podstawowej nosiłam ze sobą jakąś lekturę niemal wszędzie. Czas na czytanie mogłam znaleźć w dowolnej sytuacji – stojąc w kolejce czy czekając na autobus. W przerwach pomiędzy lekcjami często siedziałam na korytarzu zatopiona w opowieści. Od czasu do czasu ktoś się zainteresował, podchodził zapytać co czytam. Często padało też pytanie, na które do dzisiaj reaguję alergicznie:

A fajna ta książka?

Na ogół nie umiałam na nie wprost odpowiedzieć. Mogłam wiele powiedzieć o powieści czy opowiadaniach, które w danym momencie czytałam, ale rzadko, że są fajne. Wiem, że to słowo widnieje w słowniku jako synonim czegoś dobrego lub ładnego i wcale nie uważam, że zawsze powinniśmy się posługiwać wyszukanymi określeniami, dlatego wyjaśnię na prostym przykładzie, dlaczego na ogół unikam tego wyrazu.

Wyobraźcie sobie taką sytuację: czytacie właśnie Opowieść podręcznej (albo oglądacie, jeśli nie znacie książki), a ktoś podchodzi i pyta czy fajne. Co odpowiecie? Ja powiem wprost: nie, to nie jest fajne. Powieść Margaret Atwood ani serial na jej podstawie nie sprawiają przyjemności czytelnikowi czy widzowi. Nie są miłe w odbiorze. Ale są bardzo dobre. Jedno nie wyklucza drugiego.

Słowo „fajne” już od dawna kojarzy mi się z czymś niezłym, przyjemnym, takim… fajnym. Niezbyt często traficie na ten przymiotnik w moich recenzjach (poważnie, sprawdziłam), bo wydaje mi się mało znaczący. Bo jakie to są fajne postacie? Fajna fabuła? Fajny styl? To takie nijakie. Więcej treści ma w sobie stwierdzenie „postacie wykreowane przez Margaret Atwood są wielowymiarowe i żywe, łatwo się z nimi identyfikować” niż „postacie w Opowieści podręcznej są fajne”.

Skoro nie fajna, to jaka jest ta książka?

To pytanie ma znacznie więcej sensu. Nie spłyca książki czy serialu do kategorii fajne-niefajne. Daje większe pole do popisu jak chodzi o wyrażenie własnej opinii i (przynajmniej w moim odczuciu) wskazuje na faktyczne zainteresowanie pytającego.

Jeśli czytaliście mój tekst o minimalizmie kulturowym wiecie, że wybierając książkę, serial czy grę szukam czegoś niekoniecznie idealnego w każdej kategorii, ale za to wartościowego. Rzeczom fajnym tej wartości brakuje, bo nie wiem tak naprawdę czego po nich oczekiwać. Jeśli coś jest fajne, to nie wiem, czy jest dobrze zrealizowane, wciągające czy relaksujące. Stąd swego rodzaju alergia na to określenie.

Z tego powodu, jeśli zapytacie mnie czy książka, którą właśnie czytam lub serial, który oglądam jest fajny, w 90% przypadków odpowiem: nie. A jednocześnie chętnie rozpocznę dłuższą dyskusję na ten temat, bo bardzo rzadko coś jest tylko fajne.

A wy czytacie fajne książki?

Podobało się? Podziel się!

2 komentarze do wpisu „Nie czytam fajnych książek – a Ty?”

Dodaj komentarz