Prequel, sequel i marketingowa wpadka, czyli Deus Ex: Mankind Divided

Prequel, sequel i marketingowa wpadka, czyli Deus Ex: Mankind Divided

Po przejściu rewelacyjnego Deus Ex: Human Revolution nie mogłam się doczekać kolejnej odsłony serii. Pech chciał, że nie miałam możliwości sięgnąć po Mankind Divided zaraz po premierze i zanim w końcu udało mi się zagrać, zdążyłam się naczytać głównie negatywnych recenzji. W końcu jednak nadrobiłam i mogę dorzucić swoje trzy grosze – trochę Deus Exa broniąc, a trochę zgadzając się z krytyką.

Uwaga! Tekst zawiera spoilery do Deus Ex: Human Revolution.

Kiedy kanonem jest brak kanonu

Akcja Deus Ex: Mankind Divided rozpoczyna się 2 lata po wydarzeniach z poprzedniej części. Po niesławnym Incydencie, wywołanym przez Hugh Darrowa, w którym augumentowani utracili nad sobą panowanie i zaczęli atakować wszystko w zasięgu wzroku, ludzkość straciła do nich zaufanie. Świat został podzielony na ten dla naturalnych i ulepszonych, a akty terroryzmu z obu stron narastają w zastraszającym tempie.

W tych okolicznościach Interpol powołał do życia specjalną jednostkę antyterrorystyczną działającą we wszystkich zakątkach świata – Grupę Operacyjną 29 (Task Force 29). W jej szeregi wstąpił Adam Jensen, widząc że wszystkie jego wysiłki sprzed dwóch lat niczego nie poprawiły, wręcz przeciwnie.

Deus Ex: Mankind Divided – napisy początkowe (czołówka)
Napisy początkowe w Mankind Divided mogą spokojnie konkurować nie tylko z czołówkami innych gier, ale też seriali

Chociaż Human Revolution oferowało graczowi cztery główne zakończenia fabularne, nie mamy możliwości przeniesienia zapisów gry do Mankind Divided, aby kontynuować swoją historię. Gra nie mówi nam również, który finał nastąpił według twórców. Rozpoczynając drugą część przygód Jensena wiemy tylko, że Panchea nie przetrwała, a Adam, chociaż przeżył, obudził się dopiero rok po Incydencie, w klinice usytuowanej na Alasce. Bez względu na nasze decyzje w DE:HR, ta część zawsze wygląda tak samo.

Nie wiem czy to faktycznie celowy zabieg czy tylko pójście na łatwiznę, ale twórcy tłumaczą, że każde z zakończeń jest po części prawdziwe. Jedynie Eliza Cassan, Adam Jensen i gracz wiedzą co naprawdę się stało. Panchea tak czy siak uległa uszkodzeniu, a w całym chaosie spowodowanym Incydentem, nawet jeśli Adam nadał jakąś transmisję, została ona zignorowana przez świat. Nie ukrywam, trochę mnie rozczarowało, że mój podejmowany z trudem wybór w Human Revolution nie ma w kontynuacji żadnego znaczenia.

Historia ludzkości, historia Adama

Wątek główny w Mankind Divided jest znacznie mniej osobisty niż ten w poprzedniej części, przez co nie wciągnął mnie aż tak. Jest niezły, jest interesujący, ale w trakcie rozgrywki niejednokrotnie większe znaczenie miały dla mnie zadania poboczne, które bardziej bezpośrednio dotyczyły Adama. Fabularnie ta część serii wypadła nieco słabiej od poprzedniej. Nie można jednak zapomnieć, że nowe Deus Exy to tak naprawdę prequele do oryginalnej gry z 2000 roku, główny wątek jest więc niejako wymuszony przez już znaną historię.

Deus Ex: Mankind Divided – fabuła
W Deus Ex: Mankind Divided wątki poboczne okazały się bardziej angażujące niż wątek główny

Głównie za sprawą questów dodatkowych, samego rozwinięcia wątku Jensena oraz bardzo krótkiej sceny po napisach liczę na kontynuację serii. Mankind Divided cierpi w tej chwili na syndrom środkowej części trylogii, która rozwija co nieco fabułę swojej poprzedniczki, ale nadal pozostawia wiele niedomkniętych wątków, aż czekających na dokończenie. Na całe szczęście Eidos Montreal planuje kontynuację, nie wiadomo jednak kiedy możemy się jej spodziewać.

Po raz kolejny w tej serii dotknięto wielu istotnych tematów, jednak mam wrażenie, że ogólny wydźwięk społeczny tej części jest znacznie słabszy. Po Human Revolution spędziłam chyba kilka godzin na dyskusjach o rasizmie i eugenice, natomiast Mankind Divided znacznie mniej mnie poruszyło. Nie uważam tego jednak za duży minus – ta gra nadal ma wiele do przekazania.

Różnorodność i detale

Ogromną siłą tej serii jest wielość dróg dotarcia do celu oraz mnogość sposobów na rozwiązanie zadania. W Mankind Divided odczułam to jeszcze mocniej niż w Human Revolution. Mam wręcz wrażenie, że zajrzenie w każdy zakątek odwiedzanych miejsc jest niemal niemożliwe przy jednokrotnym przejściu gry. Wiele pomniejszych lokacji nie ma znaczenia dla głównego wątku fabularnego, ani nawet dla questów pobocznych, a jednak warto w nie zajrzeć dla drobnych smaczków i przydatnych znajdziek.

Deus Ex: Mankind Divided – Praga
Warto zaglądać w każdy niepozorny zakątek dla smaczków fabularnych, detali i przydatnych znajdziek

Podobnie jak w Human Revolution, także tutaj twórcy postarali się, żeby postacie które napotykamy na swojej drodze były interesujące. W żadnych z głównych dialogów nie czułam znużenia ani zażenowania. Nietrudno też zrozumieć motywy, którymi kierują się bohaterowie. Niestety dotyczy to tylko postaci fabularnych. Z większością NPCów, którzy nie mają znaczenia w zadaniach, nie porozmawiamy wcale. Za to dyskusje z kupcami, nawet jeśli odwiedzamy ich po raz pięćdziesiąty, wyglądają zawsze tak samo. To było niestety trochę męczące, ale od czego jest opcja przewijania dialogów.

Rozwój ludzkości

Mechanicznie Deus Ex: Mankind Divided ma bardzo dużo wspólnego ze swoją poprzedniczką, dlatego jeśli graliście w Human Revolution bez problemu odnajdziecie się w wykorzystanym tutaj sterowaniu oraz systemie ulepszeń Jensena. Aby jednak nie powielać całkowicie rozwiązań z poprzedniej części, otrzymujemy do dyspozycji kilka nowych augumentacji dla Adama, wprowadzających ciekawe możliwości do rozgrywki.

Oprócz znanego z DE:HR Wzmacniacza społecznego czy Ikara, mamy też do dyspozycji na przykład zdalne hakowanie oraz system Tesla, ogłuszający zarówno w 100% organicznych, jak i odrutowanych wrogów. Dzięki tym nowościom zyskujemy kolejne sposoby na wykonanie tej samej misji. A to przy okazji rozwija umiejętności analityczne gracza!

Deus Ex: Mankind Divided – wiele sposobów na przejście zadania
Deus Ex: Mankind Divided oferuje wiele sposobów na rozwiązanie każdego zadania

Za duży plus uważam także fakt, że tym razem rzeczywiście mamy możliwość przejścia całej gry na cicho i bez zabijania (bez dodatkowych modów i aktualizacji). Nawet konfrontacja z finałowym bossem nie musi być męczącą potyczką, jeśli posłużyć się sprytem i trickami wyuczonymi w trakcie przejścia gry. W zależności od naszego wyboru możemy wybijać wszystko co tylko się rusza na naszej drodze lub przemykać bocznymi korytarzami niczym duch. Trzeba jednak pamiętać, że zaglądanie w różne zakamarki nagradzane jest dodatkowymi punktami doświadczenia, a zatem warto to robić nawet jeśli zmasakrowaliście wszystkich przeciwników w danej lokacji.

Jakiś ziarnisty ten film…

Dotychczas głównie chwaliłam, teraz jednak pomału przechodzimy poprzez tematy, w których moje odczucia są mieszane, aż do tych, na które trochę ponarzekam.

Z jednej strony Mankind Divided podoba mi się graficznie. Klimat i kolorystyka z poprzedniej części zostały zachowane, a przy okazji nieco uładnione. Na wysokich i najwyższych ustawieniach gra prezentuje się naprawdę przyjemnie dla oka. Okazjonalnie zdarzały mi się glitche w trakcie rozgrywki, jak na przykład postacie przechodzące przez ściany czy wchodzące w tekstury, jednak to nie psuje zbyt mocno wrażenia.

To, co wizualnie przez całą rozgrywkę najmocniej mnie irytowało i dezorientowało, to pewna ziarnistość postaci. Wszystkie lokacje, przedmioty i tła potrafią być pięknie gładziutkie i dopracowane, aż nagle podczas dialogu zauważamy ziarnistość naszego rozmówcy. I przeżyłabym, gdyby to zdarzało się wyjątkowo, przy mało istotnych bohaterach, ale jeśli chodzi o jedną z ważniejszych postaci w grze… Porażka. Nawet nie wiem, jak twórcom udało się osiągnąć tak paskudny efekt przy minimum wysokich ustawieniach. Spójrzcie sami:

Deus Ex: Mankind Divided – tekstury postaci
Niestety tak wyglądają tekstury niektórych postaci nawet przy wysokich ustawieniach graficznych

Nie pozwoliłam jednak, żeby to przyćmiło całkowicie moje pozytywne wrażenia estetyczne. Głównie dzięki bajecznie prezentującym się lokacjom. Oglądanie unowocześnionej Pragi było naprawdę przyjemne, szczególnie że budynki zostały mocno dopracowane, a wnętrza lokacji mają niepowtarzalny klimat łączący w sobie atmosferę starego miasta z nowoczesnym światem ulepszeń. Całości dopełnia jeszcze równie dobra co w poprzedniej części muzyka. Bardzo też spodobał mi się styl napisów początkowych, idealnie pasujący do gry. Jedna z najlepszych czołówek gier ostatnich lat, jaką widziałam.

Marketingowa wpadka i wątpliwy model biznesowy

I na koniec przechodzimy do tematu, w którym z krytyką w 100% się zgadzam, czyli kwestii pre-orderów oraz ogólnego modelu biznesowego. W czym rzecz?

System pre-orderów był początkowo jednym z najgorszych o jakim słyszałam. Po pierwsze, pod pozorem dawania graczom wyboru i ulepszania swojego zestawu, twórcy tak naprawdę wymagali wyboru czego gracz nie chce otrzymać, np. które z trzech dodatkowych opcji wyglądu Adama Jensena ich nie interesują. To irytujące, kiedy twórcy mówią: zobacz, co dla ciebie dodatkowo przygotowaliśmy, a następnie wybierz czego nie dostaniesz.

Kolejnym problemem był fakt, że to ile tak naprawdę z przygotowanych dodatków gracze otrzymają, zależeć miało od liczby zamawiających. Chcesz otrzymać wszystko? Namów znajomych na pre-order! Ewentualnie zapłać dużo więcej niż to warte, za edycję kolekcjonerską, żeby niczego nie stracić.

Nie zachęcał również fakt, że jeden z progów zawierał dodatkową misję w grze, a ostatni poziom do odblokowania miał udostępnić osobom zamawiającym pre-order przedpremierowy dostęp do gry. Dlaczego to taki problem? Odsyłam do filmu TotalBisciut o bezsensowności systemu pre-orderów w Deus Exie. W pełni się z nim zgadzam.

Ostatecznie Square Enix wycofał się z tego systemu, oferując „zwyczajny” pre-order zawierający wszystkie pozycje oprócz przedpremierowego dostępu do gry. Gracze dostali także później możliwość dokupienia zestawów przedmiotów oraz misji dostępnych w wersji dla zamawiających przed premierą. To spory plus, ale niesmak pozostał.

Nie widzę także sensu w dodatkowo płatnych, jednorazowych ułatwieniach do gry single player. Z pre-orderem lub później z season passem gracz mógł otrzymać dodatkową walutę w grze, punkty ulepszeń czy mocniejsze bronie. Samo w sobie nie jest to może wyjątkowo złe, zakładając że ktoś chce sobie aż tak ułatwiać grę, w której sporą frajdę czerpie się ze zdobywania doświadczenia i robienia postępów. Złe jest to, że te ułatwienia są jednorazowe. To znaczy, że jeśli wykorzystasz wszystko przy pierwszym przejściu gry, do kolejnego musisz dokonać ponownego zakupu. Mało tego, jeśli utracisz zapisane stany gry, wszystkie wykorzystane przez ciebie ułatwienia przepadną. Cóż z tego, że za nie zapłaciłeś. Nieciekawie, prawda?

Rozłam ludzkości

Fani serii po premierze Mankind Divided podzielili się na dwa obozy – tych, których sama gra przekonała oraz tych, których niedociągnięcia w grze i otoczka marketingowa odstraszyły. Ja pozostaję gdzieś pomiędzy. Ta odsłona serii podobała mi się nieco mniej od poprzedniej, ale nadal miała swoje mocne strony. Model biznesowy Square Enix mnie zirytował, ale nie na tyle, żebym zaczęła bojkotować samą produkcję.

Deus Ex: Mankind Divided to solidna kontynuacja serii, chociaż niepozbawiona wad. Głównie ze względu na historię samego Jensena z niecierpliwością będę czekać na dalszy ciąg, licząc na to, że tym razem wydawca przyjmie nieco lepszą strategię.

Podobało się? Podziel się!

Dodaj komentarz