Czy warto zostać recenzentem książek?

Czy warto zostać recenzentem książek?

Równo rok temu pokazałam światu po raz pierwszy Omnimalizm. Plan miałam ambitny, chociaż oczekiwania niewielkie. Blog jednak wciąż istnieje. Wy, czytelnicy – chociaż nie tak liczni, jak miałam nadzieję – wciąż jesteście ze mną. Na te pierwsze urodziny bloga wypada się więc podzielić jakąś historią. Nie czuję jednak, żeby interesowały Was bardziej prywatne tematy – zamiast tego będzie tekst, który wielu osobom może się przydać, będąc jednocześnie przybliżeniem moich początków jako recenzentki. Przeczytajcie, jak zostałam recenzentką książek i dlaczego po pewnym czasie zrezygnowałam z otrzymywania darmowych książek do recenzji.

Moje recenzenckie początki

Na pewno zauważyliście (o czym też pisałam w podsumowaniu 2019 roku), że dotychczas niewiele pisałam tutaj o literaturze. Nawet dla mnie było to poniekąd zaskoczeniem, ponieważ właśnie od recenzji książek zaczynałam publikowanie tekstów w internecie.

Jeszcze w nastoletnich latach niejednokrotnie przymierzałam się do pisania bloga o książkach. Pod koniec liceum i na studiach czytałam dużo, naturalnym biegiem rzeczy wydawało mi się pisanie o tym właśnie hobby. Nie odważyłam się jednak na stworzenie swojego miejsca, zamiast tego zgłosiłam się z moją pierwszą recenzją do portalu Bestiariusz. Tekst został dobrze przyjęty w redakcji i już wkrótce mogłam cieszyć się darmowymi egzemplarzami recenzenckimi. Od debiutów literackich począwszy, aż po wielkie hity fantastyki (na przykład świetne science fiction Johna Brunnera „Wszyscy na Zanzibarze”). Nie będę ukrywać – gdyby nie te początki na Bestiariuszu, bardzo możliwe, że Omnimalizm nigdy by nie powstał.

Od oceniania książek przeszłam także do gier, filmów i seriali, nawiązując później współpracę z kolejnymi dwoma portalami (wiecie to już z zakładki O blogu). W pewnym momencie poczułam się tym jednak ograniczona, a jakiś czas później założyłam Omnimalizm, żeby znowu poczuć wolność i radość z pisania.

Jak wygląda życie recenzenta?

Jeśli zastanawiacie się co może być lepszego od pisania o książkach otrzymanych za darmo, to jesteście dokładnie w tym miejscu, w którym ja byłam jeszcze 6 lat temu. O tym jednak, jakie są plusy i minusy egzemplarzy recenzenckich i współpracy barterowej, pisać będę z perspektywy osoby, która współpracując z większymi portalami nigdy nie miała bezpośredniego kontaktu z wydawnictwami. Jeśli interesuje Was bezpośrednie nawiązanie współpracy z wydawcami książek, polecam teksty Klaudyny Maciąg na ten temat.

Jeśli decydujecie się na pisanie dla jakiejś większej strony, na ogół wybieracie po prostu interesujący Was tytuł z puli zaproponowanej przez różne wydawnictwa. Będąc często jednym z pierwszych recenzentów danej książki, nie da się mieć 100% pewności, że lektura nas nie zawiedzie. Nawet nieźle zapowiadający się tytuł może okazać się kiepski. Może się też zdarzyć, że dany tytuł TRZEBA zrecenzować i nie ma, że gatunek nie ten, a autora nie lubię. Oczywiście w redakcji jest więcej osób, dużo zależy też od polityki i pozycji danego portalu, zdarza się jednak, że trzeba zrecenzować coś, na co wcale nie ma się ochoty. Dla mnie to był czynnik, który skutecznie studził mój zapał – moje hobby zaczęło stawać się pracą, za którą w dodatku nie otrzymywałam zapłaty, jedynie egzemplarze recenzenckie.

W pewnym momencie zaczęłam czytać, bo trzeba, bo termin goni, bo obiecałam. Nawet, jeśli na daną książkę nie miałam ochoty albo jeśli była tak zła, że miałam ochotą wyrzucić ją przez okno (tak, miałam jeden taki przypadek). Oczywiście darmowy napływ książek był przyjemny (szczególnie tych, które mogłam przeczytać przed premierą, a na które czekałam), a fakt, że moje teksty są na tyle dobre, że ktoś chce je publikować i wysyłać mi za to książki był budujący. Jednak czytanie na termin i z obowiązku nie dla wszystkich się sprawdzi – warto mieć to na uwadze, próbując rozpocząć „karierę” recenzenta książek.

Dlaczego zrezygnowałam z darmowych książek?

Kiedy pod natłokiem egzemplarzy recenzenckich przestałam czytać to, na co mam ochotę, zaczęło mi się odechciewać czytania. Po wieczorze spędzonym nad lekturą, która w danym momencie mnie nie porywała, nawet jeśli była dobra, nie miałam już czasu ani sił na czytanie tego, co czekało na mnie z własnych zasobów. To był pierwszy sygnał, że chyba robię coś źle.

Drugim sygnałem, było poczucie nadmiaru. Półki z książkami zaczynały się uginać pod ciężarem kolejnych tomów, jednak nie tych, które chciałam posiadać. Pisząc o minimalizmie kulturowym wyjaśniałam Wam, że wolę mieć niewielki regał z książkami, które lubię i do których planuję wracać, niż całą biblioteczkę tytułów, które może kiedyś przeczytam. Szczególnie w erze cyfrowej przestaję widzieć sens w fizycznym gromadzeniu wytworów kultury, skoro mogę mieć do nich dostęp na wyciągnięcie ręki w formie cyfrowej.

To właśnie niechęć do nadmiaru sprawiła, że z książek zrezygnowałam bardzo szybko, a jednak wciąż zdarza mi się recenzować gry dla Ostatniej Tawerny. Gry dostaję w formie cyfrowej i nawet jeśli nie odzyskam straconego czasu, przynajmniej nie muszę się przejmować zbieraczem kurzu na półce, który okazał się zbyt kiepski, żeby znaleźć dla niego zastosowanie.

Czerpanie radości z czytania

Czasem trzeba sobie odpuścić, żeby coś znowu zaczęło przynosić nam radość. O odpuszczaniu w kontekście kultury już też pisałam – tutaj musiałam przyjąć, że nie wszystko zdążę przeczytać i nie wszystko przeczytać muszę, a jeśli coś mi się nie podoba, mogę to porzucić w połowie. Dzięki takiemu podejściu pochłanianie książek znowu zamiast obowiązku stało się przyjemnością.

Kiedy zdążyłam odpocząć od recenzowania książek, nagle zamiast czytać kilka-kilkanaście książek rocznie, czytam kilka miesięcznie. Z tego też powodu możecie się spodziewać nowej serii na blogu z mini recenzjami tytułów, które ostatnio pochłonęłam – Omnimalnie o książkach (analogicznie do serii o serialach).


Pamiętajcie – otrzymywanie darmowych książek jest dobre, ale jeszcze lepsze jest czytanie dla przyjemności i z przyjemnością.

Podobało się? Podziel się!

3 komentarze do wpisu „Czy warto zostać recenzentem książek?”

  1. Zrezygnowałam z podobnych powodów jeszcze zanim się dobrze rozkręciłam – często pisałam na siłę bo akurat taka książka była…

  2. Niesamowite, ale chciałam napisać dokładnie to samo, co przedmówczyni – że z rezygnowałam z podobnych powodów 🙂 Widocznie wszyscy mamy tak samo.

    Dzięki za wspomnienie o mnie!

Dodaj komentarz